|
poniedziałek, 08 lutego 2010
weekend w waw. najpierw spotkanie z ania na czerskiej, potem spotkanie z ksiazka. potem jeszcze tu, z e., b., s. i m. niedziela z j. i jej dobrymi wiesciami. rewolucje. tylko sen w nocy z soboty na niedziele nie przyszedl, mimo tanich pociagow, aniolow i dobrych slow w niezliczonych ilosciach. gonitwa w glowie, ze tu powiedzialam za duzo, a tej powiedzialam za malo. w niedziele wieczorem moj brat wypowiada swoja opowiesc. planety sie zderzaja, kontynentalne plyty tra o siebie, trzesienia glow, slowa i przeziebione gardla. znowu gardla.
czwartek, 04 lutego 2010
pozar w rodzinnym miasteczku, o ktorym dowiaduje sie we wtorek z tefał-en 24, wczesnie rano lykajac proszka nad sniadaniem w hotelu w rzeszowie
lód skuł rzekę
wtorek, 26 stycznia 2010
niedziela, 24 stycznia 2010
środa, 20 stycznia 2010
lublin, padam na twarz. miasta zaczynaja wygladac podobnie. hotele niczym sie od siebie nie rozna, sale szkoleniowe jeszcze mniej. przestaje zapamietywac imiona, idzie fala. chce do siebie
poniedziałek, 18 stycznia 2010
odwoluje. wywalam. obcinam to, co niekonieczne. obserwuje swoje zaangazowanie i staram sie byc dla siebie wyrozumiala. ale oceniam siebie ostro. zwykle jestem na najbardziej ostatni moment massolit, all day
sobota, 16 stycznia 2010
gdy okazuje sie, ze stawanie na czubkach palcow to zdecydowanie za malo. gdy wieczorny smiech niedowierzania zmienia sie rano w lzy zlosci i rozgoryczenia. gdy slowo wracamy powoduje, ze kurcze sie w sobie, a twarda kulka stresu turla sie w zoladku - ucieknijmy w dwudziesta piata godzine doby furia. reaktywacja
niedziela, 10 stycznia 2010
sobota, 09 stycznia 2010
2010. mimo prochow, nie oddycha sie, nie mysli sie jakos znaczaco lzej. nieco sie w siebie zapada i omija mysla zobowiazania na poniedzialek, na jutro, na dzis. rano sie mysli o kawie i gazecie, sie wychodzi z domu po ksiazke, idzie sie pod reke z e. i wiatrem na rynku. sie chce, zeby dobrze bylo, zeby spokojnie. zeby na czas.
wtorek, 05 stycznia 2010
moja babcia zyje teraz jednoczesnie w wiosnie i w jesieni, snieg i mroz za oknem niczego przeciez w gorach definitywnie nie udowadniaja. w moich wynikach normy przekroczone 400-krotnie, jutro wizyta. niby sie nie boje najlepszy byl nowy rok, caly dzien w pizamie, w ksiazkach, w cieple i spokoju. zupelnie inaczej, niz rok wczesniej [caly dzien na szpitalnym korytarzu, w strachu, z oczami wlepionymi w drzwi oddzialu ratunkowego] gdy mysle o tym, co przede mna, co przed nami, widze ogrom pracy. ale chce tez widziec przyjemnosci zycia, wiec one sie wydarza. musimy sie tylko pilnowac
|
Archiwum
Zakładki:
@
Cine09
Cine10
Lit09
Lit10
|